środa, 11 marca 2015

19. "I hate you, Daddy"

*Rita*

Niall chyba zapadł się pod ziemię. Nie ma go już drugi dzień. Julia szaleje bo się martwi. Nie wiem jak mam jej powiedzieć o mojej chorobie.
Mam raka mózgu i tylko kilka tygodni życia.
To straszne, Julia zostaje sama. Lexie nie żyję, poza tym nie wiedziała o tym że jestem chora. To znaczy prawa do opieki które przypadły na mnie już przekazałam Niall'owi. Myślę że Julia nie ma nikogo prócz mnie i Horan'a, nie chcę by trafiła do moich rodziców. Nigdy w życiu nie widzieli swojej wnuczki.
Boję się jak ona może na to zareagować, stracić dwie ważne osoby w jednej chwili.
-Hej ciociu - uśmiechnęłam się słabo do Julii. Kiepsko się czuję i jeszcze ten cholerny zapach spalenizny.. Ale wiem że to przez raka.
-Cześć mała.
-Tata już wrócił? - pokręciłam głową w odpowiedzi na jej pytanie - Odzywał się? Dzwoniłaś do niego? A co jeżeli mu się coś stało? Na przykład Louis zrobił mu krzywdę?! - złapała moją komórkę leżącą na blacie. Wybrała numer i przyłożyła telefon do ucha. Po chwili wściekła odłożyła go - Poczta głosowa..
-Niall nie da sobie zrobić krzywdy.
-Oni wszyscy są nieprzewidywalni.. Pewnie tata leży w jakimś rowie!
-Julia przestań! Niall'owi nic nie jest! - lepiej żeby nic mu nie było. Kto wtedy zajmie się moją siostrzenicą? Liczyłam że.. Wysłałam go po Andree bo i ona ma teraz prawa do Julii. Ona i Niall mają się nią zajmować po mojej śmierci. Gdyby nie Louis, oni byliby wspaniałą parą. I dobrze opiekowaliby się Julią - Będzie dobrze. On zaraz wróci i.. i.. - złapałam się blatu by utrzymać równowagę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
-Ciociu? - usłyszałam przytłumiony i trochę spanikowany głos Julii. Osunęłam się na ziemię - Ciociu, co się dzieje?! - straciłam przytomność gdy Julia ściskała spanikowana moją dłoń. A ja nic nie mogłam z tym zrobić. Czułam jak coś mnie opuszcza. Coś jak moje życie.

*Niall*

Włączyłem komórkę i wytarłem krew cieknącą z mojego nosa. 
Andrea spała na tylnym siedzeniu mojego auta. Wyglądała tak bezbronnie z wtulona w moją granatową bluzę. Zanim zamknąłem drzwi przy Andrei starłem krew z jej rozciętej wargi. Zanim rozprawiłem się z Louis'em, Andrea dostała na moich oczach. Potem Lou dostał na jej. I na tym w sumie skończyło się bicie bo dostał kulkę. 
Andrea jest na mnie wściekła, nienawidzi mnie, z trudem namówiłem ją by wróciła ze mną. Do ostatniej chwili broniła swojego męża. Ale gdy już było po wszystkim to tak jakby odetchnęła. 
Gdy wreszcie załączyła mi się sieć, usiadłem za kierownicą i przejrzałem nieodebrane połączenia. Kilka wiadomości. Włączyłem byle którą. 
-"Tato? Tu Julia, gdzie jesteś? Wszystko w porządku? Kiedy wrócisz? Martwię się.."
Uśmiechnąłem się pod nosem i włączyłem kolejną. 
-"Tato - słysząc zapłakany głos Julii od razu się spiąłem - Ciocia.. ona.. - siąknęła nosem a ja szybko włączyłem silnik - Proszę, musisz szybko wrócić.."
Ruszyłem z podjazdu domu Tomlinson'a i kliknąłem następną wiadomość. 
-"Panie Horan. Z przykrością muszę Pana poinformować o śmierci Rity Bennett. Prosimy o jak najszybsze udanie się do ośrodka opieki gdyż musi Pan przejąć opiekę nad Julią Bennett. Jeżeli ma Pan kontakt z Andreą Tomlinson ją również proszę poinformować o konieczności niezwłocznego pojawienia się w ośrodku opieki."
Zahamowałem gwałtownie. 
Nienienienienienie.. Ona nie może kurwa nie żyć! Kurwa nie! Rzuciłem komórkę na siedzenie obok i schowałem twarz w dłoniach. Wrzasnąłem w swoje dłonie. Nie, nie, nie, nie! Nie teraz, nie teraz gdy Julia straciła matkę! 
-Niall, wszystko w porządku? Czemu krzyczysz? - usłyszałem słaby głos Andrei - Niall co się dzieje? - obudziła się do końca i położyła dłoń na moim ramieniu. Spojrzałem na nią. 
-Rita nie żyje. 
-C-co? - Andrea zbladła.
-Umarła. Nie wiem jak.. Ale oboje musimy się zgłosić do ośrodka opieki po Julię..
-Czemu oboje? Przecież to ty jesteś jej ojcem.. 
-Julia potrzebuje wsparcia.
-Racja.

W pomieszczeniu zobaczyłem Julię. Siedziała i wbijała wzrok w podłogę. 
-Julia? - spojrzała na mnie, zacisnęłam powieki i znów odwróciła buzię - Julia, chodź.. - podszedłem do niej i delikatnie złapałem za rękę. Wyrwała ją - Proszę cię.. 
-Zostaw mnie - wyszeptała drżącym głosem. 
-Wracajmy do domu - ponownie próbowałem jej dotknąć ale wstała gniewnie. Zmrużyła oczu z których wyciekały łzy. 
-Znowu mnie zostawiłeś tato! Kolejny raz! Zostawiłeś samą! 
Wpatrywałem się w nią bez słowa. Niech to z siebie wyrzuci, może poczuje się lepiej? 
-Nie zależy ci na mnie, nigdy ci nie zależało! Nadal jestem dla ciebie problemem! Może znów znikniesz?! Dwie najważniejsze dla mnie osoby zniknęły z mojego życia to ty też zniknij, nie potrzebuję cię! I to wszystko przez ciebie!
-Rita miała raka. To nie była wina Niall'a - usłyszałem za sobą Andree. Podeszła do nas. Kucnęła i przytuliła do siebie dziewczynkę. Julia schowała twarz w szyi mojej przyjaciółki i łkała głośno - Bardzo mi przykro kochanie.. - wyszeptała do Julii. Przejechałem dłonią po twarzy. Miała raka. Czemu my nic o tym nie wiedzieliśmy? To chyba dość istotne. 
-Pan Horan? Pani Tomlinson? - odwróciłem się, a Andrea wypuściła Julię z objęć i wyprostowała się. 
-Tak - powiedzieliśmy w tym samym czasie. Andrea i Julia splotły swoje dłonie, a dziewczynka przytuliła się do niej. Poczułem ukucie w sercu. Każda kobieta mnie nienawidzi? 
-Nareszcie Państwo dotarli. Panna Bennett przekazała państwu prawa do opieki nad Julią - wskazał brodą dziewczynkę - Ale obojgu. 
-Co? - znowu w tym samym czasie. Spojrzeliśmy po sobie - Ale jak to? - dodałem - Przecież to ja jestem ojcem Julii! 
-To bez znaczenia. Muszą państwo oboje zaopiekować się Julią. To była ostatnia wola Rity Bennett. Uznała że razem najlepiej zaopiekujecie się jej siostrzenicą. 
Automatycznie spojrzeliśmy wszyscy na Julię która krótko mówiąc miała na nas wyjebane bo chyba nawet nie słuchała tylko patrzyła na buty Andrei. 
-Julio? - dopiero teraz uniosła wzrok - Zdajesz sobie sprawę że będziesz musiała zamieszkać z Andreą i Niall'em? 
-Patrz jak mnie to obchodzi - mruknęła. 
-Zapraszam Państwa do podpisania dokumentów - ruszyliśmy za mężczyzną. Podpisaliśmy kilka papierów. Jechaliśmy do domu a Julia odizolowała się od nas. Zamknęła się w sypialni. Usiedliśmy z Andreą na kanapie. 
-Co my teraz zrobimy? - spytałem. Westchnęła głośno. 
-Niall ja nie wiem.. Czy my w ogóle potrafilibyśmy zająć się nastolatką? 
-Ty tak. 
-Ale to ty jesteś jej ojcem. 
-Znam ją dopiero chwilę. 
-Nie mamy wyboru. Zostałeś jej tylko ty. 
-Ty i ja - złapała mnie za rękę i splotła nasze palce - Chyba.. Chyba damy radę to zrobić.. razem. 
Oparła głowę na moim ramieniu.
-Dobrze że jest duża. Przynajmniej nie ma możliwości żebyśmy ją zepsuli - wymamrotała. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Ja nie dam rady? - zobaczyłem jak uśmiecha się delikatnie. 
Wyprostowaliśmy się gdy usłyszeliśmy hałas z pokoju Julii. Wstałem z kanapy i podszedłem do drzwi. Zapukałem. 
-Julia? Wszystko w porządku? - nie odpowiedziała więc złapałem za klamkę. Szarpnąłem kilka razy ale to nic nie dało. Zamknięte. Otworzyłem drzwi z kopa. Wyleciały z zawiasów. Rozejrzałem się po pokoju. Zobaczyłem ją w kącie - Julia? - podszedłem do niej. Zobaczyłem w jej ręce szkło z rozbitego lustra. Ściskała je tak mocno że krew spływała po jej ręce - Odłóż - ukląkłem przed nią - Proszę nie rób niczego głupiego.. 
-Zostaw mnie. 
-Oddaj to szkło. 
To był moment jak ostrym krańcem przesunęła po ręce. Rzuciłem się na nią i szybko ścisnąłem nadgarstek tak by wyrzuciła kawałek lustra. 
-Andrea! - krzyknąłem, dziewczyna przybiegła i zobaczyła krew brudzącą Julię i podłogę. Wziąłem dziewczynkę na ręce mimo jej sprzeciwów - Sprawdź czy rozcięła sobie żyły czy po prostu... 
Andrea złapała ją za rękę i pokręciła głową. 
-Po prostu zszyć. Masz w apteczce... 
-Mam wszytko bo jakoś trzeba nas było łatać po akcjach - przerwałem jej. Zaniosłem Julię do łazienki gdzie Andrea zszyła jej rękę. Gdy nic nie groziło mojej córce, poprosiłem Andree żeby wyszła - Jesteś głupia Julia, zdajesz sobie z tego sprawę?! 
-Moja mama i ciocia nie żyją, więc po co ja mam żyć? - zmrużyła oczy. 
-Bo jestem jeszcze ja? Tyle mnie szukałaś. Weszłaś w moje życie znienacka by tak po prostu mnie zostawić? 
-Przecież twierdziłeś że nie jestem twoją córką..
-Jakiego chcesz dowodu? Jeżeli ty się zabijesz to i ja to zrobię. Bo nie mam już niczego. Niczego prócz córki. 
Wpatrywała się we mnie chwilę aż uwiesiła mi się na szyi.
-Kocham cię tato. 

sobota, 7 marca 2015

18. "None of us is safe"

Obudziłem się późnym popołudniem. Dowlokłem się do kuchni gdzie siedziały dziewczyny. Zasnąłem przytulając Ritę i Julię, obudziłem się przytulając kołdrę. Julia siedziała na blacie, Rita obok niej. Można powiedzieć że były takiego samego wzrostu. Andrea opierała się barkiem o drzwi lodówki.
-Cześć - spojrzały na mnie. Posłałem im słaby uśmiech. Trochę mi jest słabo.
-Blado wyglądasz - odparła zmartwiona Andrea. Wzruszyłem ramionami. Podeszła do mnie i położyła chłodną dłoń na moje czoło. Przymknąłem oczy bo to było super - Masz gorączkę.
Pokręciłem głową.
-Nie - nienawidzę być chory. Nie mogę być chory - Wydaje ci się - wymamrotałem.
-Nie wydaje mi się. Masz gorączkę. Do łóżka, już - popchnęła mnie w kierunku sypialni. Oczywiście pierwsze o czym pomyślałem było dość nie przyzwoite ale uderzyłem się mentalnie po twarzy bo przecież obok była moja córka i.. Rita. Tak naprawdę już nie wiem kim dla siebie jesteśmy - Niall, nie bądź dzieckiem.
-Ależ ja jestem dzieckiem Andrea, jestem.
-Dużym dzieckiem. Owszem. Głupim dzieckiem? Owszem. Ale jednak jesteś dorosłym facetem ZACHOWUJE się jak dziecko.
który
-Lubię być dzieckiem - co ja bredzę?
-Masz naprawdę wysoką gorączkę - popchnęła mnie na łóżko. Zakryła kołdrą. Uśmiechnęła się.
-Nie jestem śpiący - powiedziałem gdy szła do drzwi.
-Idę po termometr.
Kiwnąłem głową i przymknąłem oczy. Wziąłem głęboki oddech zaciągając się zapachem poduszki. Ładne któraś z nich ma perfumy.
Co za życie. Mieć przy sobie trzy dziewczyny. Po chwili Andrea usiadła na łóżku obok mnie.
-No już, współpracuj - zmierzyła mi temperaturę. Podsunęła mi pod nos herbatę którą zrobiła.
-Nie trzeba. Ale ja jestem zdrowy - wywróciłem oczami i wziąłem kubek.
-Zdrowy? Naprawdę? Z 39 na termometrze? Rzeczywiście bardzo zdrowy.
-To tylko gorączka - mruknąłem.
-No i co z tego? Każdy by się cieszył że może odpocząć na chorobowym od wszystkiego - posłała mi uśmiech.
-Nie kiedy nadal jesteście w niebezpieczeństwie. Muszę jeszcze pogadać z twoim mężem.
Uśmiech z twarzy Andrei momentalnie znikł a sama zbladła.
-Niall nie. Nie będziesz się spotykał z Louis'em.
-To będzie tylko jedno, ale dobitne spotkanie - mruknąłem wtulając twarz w poduszkę.
-Nie ma mowy. Nie zrobisz mu krzywdy - otworzyłem szeroko oczy. Spojrzałem na Andree która wbijała wzrok w swoje dłonie złączone na kolanach.
-Nie wierzę. Zrobił ci taką krzywdę, a ty nadal go bronisz? Andrea, on patrzył jak Zayn cię katuje. Nic nie zrobił, nie miał na pewno zamiaru zrobić. Pozwolił też na to bym wybierał między trzema a w tym między tobą która ma umrzeć. Przecież go nie obchodziło czy Zayn cię zastrzeli!
-Niall nie rozumiesz..
-No chyba właśnie nie rozumiem! Albo jesteś głupia albo masochistką!
-Przestań krzyczeć, okay?
-Nie do cholery, nie przestanę krzyczeć! Jesteś idiotką Andrea! Kochasz kogoś kto robi ci największą krzywdę! Ja nigdy bym ci nie zrobił krzywdy!
-I nie zrobisz. Nie będziesz miał okazji. Bo nie jesteś moim mężem.
-Może nie. Ale martwię się o ciebie. Jesteśmy przyjaciółmi. Nie pozwolę ci do niego ani wrócić ani go bronić. A ty nie zabronisz mi go zabić - warknąłem. Wstała i spojrzała na mnie idąc do drzwi.
-Spróbuj mnie zatrzymać - wyszła a ja wyskoczyłem z łóżka.
-Andrea! - zawołałem ale drzwi wejściowe już trzasnęły. Julia i Rita patrzyły zdezorientowane na mnie. Wzruszyłem ramionami - Sama tego chciała.
Julia zeskoczyła z blatu i spojrzała na mnie zaniepokojona.
-Grozi jej niebezpieczeństwo, prawda? Przecież Louis..
-Oczywiście że ją dopadnie. I zapewne już nie wypuści żywej. Sama tego chciała.
-Chyba jej nie zostawisz samej - mruknęła Rita. Od czasu gdy dowiedziała się że jej siostra nie żyje, jest jak duch. Tylko siedzi, obserwuje, rzadko cokolwiek mówi.
-Wybrała.
-Masz po nią iść - Rita również zeskoczyła z blatu i stanęła na przeciwko mnie. Nawet nie sięgała mi do ramienia. Dźgnęła mnie palcem w klatkę piersiową.
-Ma wrócić cała. Tu chodzi o jej życie, ona jest po prostu ślepo zakochana. A ty musisz jej pomóc się z tego wyleczyć i uratować ją, jasne? - otworzyła mi drzwi i wypchnęła - Bez niej masz nie wracać.

“Gdy ciebie nie ma, dusza mnie boli. Nie przyznam się do tego, duma nie pozwoli…”

*Rita*

Niall'a nie ma już kilka godzin. Nie dawał znaku życia, ani on ani Andrea. Jest już późno w nocy a Julia nadal czeka.
-Idź spać - zaprowadziłam ją do sypialni. Ja i Andrea w ogóle nie spałyśmy tej nocy. Julia spała przytulona do Niall'a.
-Nie chcę. Zaczekam na tatę i ciocię.. - zrzuciła kołdrę.
-Proszę, nie kłóć się ze mną. Nie mam siły nie rozumiesz? Śpij, obudzę cię jak wrócą.
-Obiecujesz?
Pokiwałam głową i przykryłam ją kołdrę. Wyszłam z pokoju i usiadłam na kanapie. Schowałam twarz w dłoniach. Moja siostra nie żyje i ja wkrótce też nie będę..

Głosujecie na Hi Daddy? :)
Inne blogi

niedziela, 1 marca 2015

Blog miesiąca

Na innym spisie fanfiction również zostałam nominowana do bloga miesiąca (Hi Daddy - nie ja). 
Zagłosujecie? :)
W poprzednim, opowiadanie zajęło trzecie miejsce (dziękuje Wam!), czy teraz też zasługuję na któreś miejsce na podium? Jeżeli tak to proszę zagłosujcie pod tym LINKIEM lub po boku bloga. 
Z góry Wam dziękuje! 

P.S. Pracuję nad kolejnym rozdziałem, jednak zbliża się koniec trymestru, a u mnie w dzienniku dwa zagrożenia.. Trzymajcie kciuki, że ze sprawdzianu z matematyki jutro dostanę chociaż dwójkę bo wtedy może wyplączę się z jedynki. 



środa, 25 lutego 2015

17. "Don't touch her!"

Wróciłem do domu i położyłem się na kanapie. Nadal do mnie nie dotarło. Ale to nie możliwe.. Ona nie może nie żyć..
Muszę powiedzieć Ricie. To ją zaboli. No oczywiście że ją zaboli! To była jej siostra! 
Drżącymi dłońmi chwyciłem telefon. Wybrałem numer Liam'a, bo przecież u niego była Andrea i Rita. 
-Hmmm? - Li odebrał.
-Dasz mi Ritę? - zapytałem. 
-Jest w łazience - powiedział dopiero po chwili. Zmarszczyłem brwi i usiadłem na kanapie. Coś jest nie tak.
-Możesz ją poprosić? To ważne.
-Nie może, kąpie się.
-A Andrea? 
-Śpi.
-Liam...
-Zadzwonimy później.
-Nie rozłączaj się kurwa! - wrzasnąłem ale już zakończył połączenie. Nie, nie, nie.. 
Czy Liam mógł zrobić coś Ricie i Andrei? Nie, przecież.. Ale on przyjaźni się z Zayn'em. Za szybko z Mili zgodzili się na to by zająć się dziewczynami. Mili i Zayn byli kochankami. Jak mogłem być takim idiotą! 
Zerwałem się z miejsca i złapałem tylko klucze od samochodu i wybiegłem z mieszkania. Dopiero po kilku minutach przy tych nerwach trafiłem kluczem w stacyjkę. Jechałem strasznie szybko, o mało kogoś nie przejechałem, ale boję się że coś się stało Ricie i Andrei. Zatrzymał mnie policjant. Mandacik i jechałem dalej. Zgniotłem kartkę i rzuciłem gdzieś na podłogę auta.
Gdy byłem pod domem Payne'a mało mu w ścianę nie wjechałem. Drzwi były otwarte co mnie trochę zdziwiło.
-Liam?! - zawołałem w głąb domu - Milagros?! - nic - Andrea? Rita? Ktokolwiek tu jest?! - krzyknąłem. Pogaszone światła. Słyszałem bicie swojego serca. Uderzyłem pięścią w ścianę - Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa! Czemu ja o tym nie pomyślałem! Oczywiste że Liam i Mili są blisko z Zayn'em, oczywiste że wezmą jego stronę. Ja po swojej nie mam nikogo. Zostałem sam. A lata przyjaźni poszły się jebać.

~*~

"To takie zabawne patrzeć jak czekasz z niecierpliwością na znak ode mnie.
Wiem że już zauważyłeś brak Rity i Andrei.
Ahhh, Rita jest niesamowita. 
Trochę płaczę gdy do niej podchodzę ale jeszcze ją wychowam, nie sądzisz?
To takie przykre co się stało z Lexie. 
Zadanie numer 2
Przyznaj się przed Ritą i Julią że to ty zabiłeś Lexie.
Wszyscy wiemy że to ty jesteś za to odpowiedzialny nawet jeżeli cię tam nie było. 
Gdyby nie to że za wszelką cenę chcesz zatrzymać przy sobie córkę, 
Lexie nie przyjeżdżałaby do Londynu, 
ani nie wracała do hotelu roztrzęsiona po kłótni z tobą i Niną.
Zabiłeś kolejną osobę Niall, jak ty w ogóle śpisz po nocach?
Nie ważne.
Mimo moich wspaniałych pomysłów na zadania, 
wykorzystam kulminacyjny biorąc pod uwagę niespodziewaną śmierć Lexie, 
zmieniłem zadanie 10 i wykonasz je od razu.
Pojedziesz pod adres po drugiej stronie kartki.
Będzie tam duży stary dom. 
Na pewno go pamiętasz.
Widzimy się wieczorkiem.
Twój Zayn"

Rozdarłem kartkę na pół i dopiero po chwili przypomniałem sobie o adresie. Kojarzyłem ulicę ale nie do końca. Stary dom? Nie, raczej nie. Kolejny raz dziś znalazłem się w samochodzie. Jest ranek, nie spałem całą noc. Myślałem o Lexie. Na miejsce jechałem godzinę. Przetarłem zmęczone oczy i oparłem się plecami o samochód. Wpatrywałem się w duży stary dom. Naprawdę go nie kojarzę. Wyjąłem telefon kiedy minęło pół godziny od kiedy tu stoję. Wybrałem numer Zayn'a. 
-Zayn, jestem przed tym domem. Naprawdę powoli zaczyna mnie wkurwiać fakt, że porwałeś moje dziecko i wiedz że JAK CIĘ SKURWYSYNIE DORWĘ TO CI NOGI Z DUPY POWYRYWAM, A Z TWOICH FLAKÓW ZROBIĘ SKAKANKĘ! - krzyczałem do telefonu i otworzyłem z kopa drzwi opuszczonego domu. 
Z telefonu usłyszałem jedynie śmiech Malik'a.
-Ah, jesteś taki uroczy przyjacielu. 
-To nie jest kurwa zabawne! 
-Owszem, jest. Zapraszam cię do piwnicy - przystanąłem przyswajając ostatnie zdanie. Rozejrzałem się i wbiłem wzrok w drzwi po mojej lewej - Tak, to te drzwi - po raz kolejny raz się obejrzałem, ale nie zauważyłem nic szczególnego. Nie pewnie podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Zszedłem powoli na dół. Było ciemno. Nadal trzymałem przy uchu telefon w którym słyszałem tylko oddech Zayn'a. 
-Jest ciemno - powiedziałem automatycznie do telefonu. 
-Idź dalej.
Warknąłem pod nosem bo gdybym mógł to bym go zabił. Za paskiem moich spodni, pod kurtką mam pistolet. Nie będę wahał się go użyć. 
Zapaliłem światło w dużym ciemnym pomieszczeniu i stanąłem jak wryty widząc trzy krzesła. Na jednym siedziała Julia, przywiązana do krzesła, tak samo Rita i Andrea. Były zakneblowane. Moja dłoń automatycznie powędrowała do tyłu pod kurtkę i chwyciłem broń ale nie wyjąłem zza paska. W ręce Malik'a również zauważyłem pistolet, tyle że on celował. Celował w głowę Julii. Schowałem komórkę do kieszeni i bez słowa wpatrywałem się w Zayn'a który z uśmiechem obserwował mnie. 
-Wyjmiesz broń to rozwalę jej głowę - powiedział machając pistoletem jakby chciał zaznaczyć to że Julia rzeczywiście jest w niebezpieczeństwie. 
-Co próbujesz tym osiągnąć? Chcesz się na mnie zemścić? To zrób to a nie krzywdzisz moją córkę, dziewczynę czy przyjaciółkę.
-Bawisz się w psychologa? - prychnął - Wybierz. Która zginie. Zabierzesz ze sobą dwie. 
Co?
-Zamierzasz którąś z nich zabić?
-Tak, ale ówcześnie powiesz im o Lexie. 
Rita i Julia zaczęły się wiercić nerwowo.
-Lexie nie żyje - powiedziałem cicho łamiącym się głosem. Dziewczyny zamarły. W oczach wszystkich wezbrały łzy. 
-Ale całą prawdę.
-Nie zabiłem jej!
-Zabiłeś - warknął - Powiedz w jaki sposób albo sam wybiorę którą zabije, a raczej które zabiję. 
Spojrzałem bezradnie na Ritę, potem na córkę. Po ich twarzach spływały łzy. 
-Ja nie.. - jęknąłem i pokręciłem głową. Jeśli tego nie zrobię on na pewno zrobi im krzywdę. Nawet jeżeli to nie prawda, mówiłem to co chciał usłyszeć Zayn - Zabiłem Lexie. Nie dosłownie, ale przeze mnie zginęła. Miała wypadek gdy wracała ode mnie z mieszkania. 
Rita zaczęła się rzucać na krześle a w jej oczach zobaczyłem złość. Wrzeszczała w taśmę która trzymała jej wargi zamknięte. 
Andrea wpatrywała się we mnie spokojnie. Oczy miała zaszklone ale nie płakała. 
Przeniosłem wzrok na Julię która ledwo oddychała. Miała zamknięte oczy ale policzki pokryte łzami. 
-Odklej jej usta, nie może oddychać - zawołałem wskazując na Julię. Zayn jednak nie miał zamiaru się ruszyć - Ona się udusi! - ruszyłem w kierunku córki. 
-Ani kroku - powiedział gdy stałem dwa metry od dziewczynki. Zobaczyłem pistolet który raz był wycelowany we mnie, raz w Julię - Zabiję cię Niall. Nie będę się zastanawiał. 
-No to dawaj - rozłożyłem ramiona czekając na pocisk - Zabij mnie ale wypuść dziewczyny - powiedziałem patrząc mu w oczy. Uniósł broń która mierzyła prosto w moje czoło. 
-1.. - zaczął. Przeniosłem dłonie za plecy udając że je tam zaplatam - 2.. - chwyciłem pistolet. Gdy Malik nacisnął spust, uchyliłem się, wyjąłem broń i strzeliłem w przyjaciela. Patrzyłem jak upuszcza broń i przyciska dłoń do klatki piersiowej. Upadł na kolana. Patrzyliśmy sobie w oczy. Gdy leżał na ziemi i już totalnie odlatywał. Uśmiechnął się i zamknął oczy. Wpatrywałem się w ciało przyjaciela. Ukląkłem przy Julii starając się nie patrzeć na ciało Zayn'a. Odkleiłem usta dziewczynki. Potem odwiązałem ręce. Zachłysnęła się powietrzem, potem wydała z siebie szloch. Wpadła w moje ramiona. Dzięki jej drobnej posturze udało mi się podnieść ją do góry. Oplotła mnie ramionami na szyi i nogami w pasie jak małe dziecko. Płakała w moją koszulkę.
-Nie zabiłem twojej mamy - wyszeptałem do niej - Słyszysz Julia? Nie skrzywdziłbym Lexie.. - przytuliłem mocno dziewczynkę. Spojrzałem na Ritę i Andree - Poczekajcie moment, zaniosę ją do..
-Nie! - zawołała Julia - No zostawiaj mnie samej! 
-Dobrze, muszę odwiązać.. 
-P-pomogę - odstawiłem ją. Razem odwiązaliśmy Andree i Ritę. Rita rzuciła się na mnie z pięściami.
-To przez ciebie! To przez ciebie to wszystko! Gdyby nie ty nie byłybyśmy narażone! - wrzeszczała. Przyjmowałem wszystkie ciosy bo wiem że zasłużyłem. Kątem oka zobaczyłem Andree stojącą nad zwłokami Malik'a. Uniosła na mnie wzrok.
-Tak trzeba było - wyszeptała prawie bezgłośnie, w sumie wyczytałem to z jej warg. Kiwnąłem głową i unieruchomiłem Ritę obejmując ją. 
-Przepraszam - wymamrotałem do niej - Przepraszam.. 
-To moja wina - powiedziałem Julii gdy już byliśmy w domu - Przepraszam że musiałaś przez to przejść. To się już nigdy nie zdarzy. Obiecuję. 

poniedziałek, 16 lutego 2015

16. "First task"

Każdy dźwięk SMSa, przychodzące połączenie, przyprawiało mnie o palpitacje serca. Minęło kilka godzin od kiedy odwiozłem dziewczyny do Payne'a, a sam czekałem na jakikolwiek odzew od Zayn'a. Pieprzony dupek. 
Siedziałem w mieszkaniu miętosząc telefon aż nagle rozległo się pukanie do drzwi. Prawie podbiegłem do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem Ninę. 
-Nie mam teraz czasu - mruknąłem i chciałem zamknąć drzwi ale je zatrzymała. Uniosłem zdziwiony brwi. 
-Myślę że jednak masz - weszła do środka a spod czarnego płaszczyka wyjęła białą kopertę. Przeczesała palcami ciemne włosy posyłając mi uśmiech. Podała mi kopertę którą otworzyłem zerkając na nią nie pewnie. 


"Przyjacielu
Piszę, bo pewnie oczekujesz mnie już dłuższy czas.
Zadanie 1
Najpewniej, przed tobą stoi teraz Nina, 
dziwka która myśli że czujesz do niej cokolwiek, 
nie mylę się, prawda?
Powiedz jej kogo naprawdę kochasz.
Kim dla ciebie Nina jest.
Powiedz jej prawdę.
Słyszę cię.
Jeżeli tego nie zrobisz, 
szansa na następne zadania zniknie, 
a tym samym twoja córeczka, też zniknie.
Twój najlepszy przyjaciel.
Zayn"

Zgniotłem kartkę i spojrzałem na Ninę która stała opierając się ramieniem o drzwi. Uśmiechnęła się. 
Nie. Ja chyba nie mogę jej tego powiedzieć. Znaczy, to oczywiste że nigdy do niej nic nie czułem. To był tylko seks. Dla niej na pewno też. 
-Nina..
-Tak? - wyszczerzyła się. Zachowuje się głupio. Jak nie ona. 
-Wiesz że nic do ciebie nie czuję. Nigdy cię nie kochałem, nie kocham i nie pokocham. Moją miłością jest Rita. 
Stała chwilę wpatrując się we mnie. Nagle jej oczy się zaszkliły. O nie. Nie. Nie. Nie. Nie. 
-N-Nina? - stanęła przede mną i spoliczkowała. Zacisnęła usta i uderzyła mnie w drugi policzek. 
Ał..?
Jej twarz zalała się łzami po czym wybiegła. Rozmasowałem piekące policzki i wyjąłem komórkę. Wybrałem numer Zayn'a. Odebrał od razu. 
-Tak przyjacielu? - odezwał się. Zacisnąłem pięści na jego pozornie przyjazny głos - A właśnie, okrutnie potraktowałeś Ninę. A ona tak bardzo cię kocha. 
-Jesteś chujem - warknąłem.
-Oh tyle komplementów. Podobne słownictwo ma ta gówniara. 
-Właściwe słowa do właściwego faceta.
-Bo się zarumienię - powiedział wysokim głosem - Następne zadanie już wkrótce! - zawołał mi prosto do ucha - Życzymy miłej zabawy panie Horan! 
-Nie, nie rozłą.. - piknięcie kończące połączenie. Suuuuper. Najchętniej bym go rozszarpał. Usiadłem na podłodze i schowałem twarz w dłoniach. To przeze mnie. Gdyby nie ja.. Julia mogłaby mieć normalnego ojca. Nie, lepiej, mogłem po prostu oddać ją Lexie, żeby wróciły do Irlandii czy gdzie one tak sobie we trzy mieszkały i zapomnielibyśmy o sobie. 
Wylazłem z mieszkania by się przewietrzyć. Chodziłem po mieście obserwując ludzi. Zobaczyłem mężczyznę z córką. Nosił ją na barana. 
Ciekawe jakby teraz wyglądało moje życie gdybym nie wyjechał? Albo gdyby Lexie skontaktowała się ze mną i powiedziała że jest w ciąży.. Czy ktoś stałby na moim miejscu i patrzył jak bawię się z małą Julią? Uczyłbym ją chodzić? Na pewno nigdy nie spotkałbym Zayn'a i Louis'a którzy postanowili stworzyć gang po kilku rabunkach których dokonali jeszcze we dwoje. Potem pojawili się Liam i Harry, obaj siedzieli chociaż raz za coś małego ale jednak. A jak się okazało Harry jest gejem który pieprzy się z Louis'em, Liam ma ukochaną która go nienawidzi, czasami myślę że z wzajemnością..  To naprawdę byłoby dobre. Założyć rodzinę, nawet tak wcześnie, w wieku 16 lat. Pewnie byłbym mądrzejszy, odpowiedzialny. Ale zająłbym się nimi. Naprawdę. Byłbym dobrym ojcem, gdyby gang i londyńskie życie mnie nie zepsuło, dałbym radę zająć się Julią. 
Wszedłem do sklepu po wodę. Przystanąłem przy stoisku z gazetami. Wziąłem jedną i obejrzałem pierwszą stronę. 


"Śmiertelny wypadek.
Kobieta, około 25-28 lat, blondynka, 
miała wypadek na autostradzie.
Brak dokumentów.
Policja stara się poznać tożsamość kobiety.
Jeżeli ktoś poznaje kobietę ze zdjęcia, 
proszony jest o skontaktowanie się z policją"

Zabrakło mi powietrza gdy zobaczyłem zdjęcia z wypadku. 
-Lexie? - podsunąłem bliżej zdjęcie. Rozpoznałem jej sukienkę, tą w którą była ubrana kiedy ostatnim razem się widzieliśmy. Wybrałem numer wybiegając ze sklepu. Gdy odebrali nie czekając na tego kogoś zacząłem spanikowany nawijać.
-W-wiem kim jest kobieta z wypadku. Jest to Lexie Bennett.
-Spokojnie - odezwała się kobieta po drugiej stronie - Powiadomiliśmy już rodzinę tej kobiety. Informacje w gazecie były nieaktualne.. 
-Ona jest matką mojej córki! 
-Owszem, miała córkę, ale nie ma w akcie urodzenia Julii Bennett nazwiska ojca. Ale, opiekę po śmierci matki, od razu przejmuje jej siostra, Rita Bennett. 
Sam nie rozumiałem czemu ta kobieta to wszystko mi mówiła, ale w sumie to dobrze. Ściskałem telefon i wpatrywałem się tępo w ławkę po drugiej stronie ulicy. 
-Jeżeli ma pan jakiś kontakt z Ritą Bennett proszę ją powiadomić i poprosić by skontaktowała się z policją. 
-Ale Julia... 
-Julia Bennett również jest nieosiągalna. Jeżeli mówi Pan że jest jej ojcem to może..
-Wiem gdzie jest Julia. 
-Musi jak najszybciej znaleźć się razem z jej ciotką na policji. 
-To może trochę potrwać - wymamrotałem przypominając sobie że dopóki nie wykonam tych dziesięciu zadań na pewno Julia nie zgłosi się na policję. 
O Boże, ona pewnie nawet nie wie że jej matka zginęła w wypadku. 
-Słucham? 
-Nie nic. Powiem im. 
-Pana godność? 
-Niall Horan. 
-Dobrze. Dziękuję. 
-Do widzenia - wymamrotałem. Wszystko się wali. 
Nie wierzę że ona nie żyje. Nie znałem jej tak naprawdę, ale znam Julię, to po Lexie odziedziczyła ten wredny charakter.