wtorek, 11 listopada 2014

2. "What?"

-Słucham? - popatrzyłem na dziewczynkę szeroko otwartymi oczami. Odstawiła delikatnie torbę na podłogę i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Zdezorientowany spojrzałem na nią. Przymknęła oczy i z uśmiechem wtuliła się jeszcze bardziej we mnie. Złapałem ją za ramiona i odsunąłem od siebie - Nie jestem twoim ojcem. Musiałaś mnie z kimś pomylić.
-Nie, na pewno nie. Jestem absolutnie pewna że to ty - odpowiedziała nie zrażona niczym.
-Sorry ale nie mam czasu na to że ty i twoi koledzy robicie sobie jaja - pogrzebałem w kieszeniach i wyjąłem dychę - Masz. Nie wiem, zabierz swoich tępych kolegów z którymi to wymyśliłaś na lody - podałem jej banknot. Jej uśmiech znikł gdy opuściła wzrok na pieniądze.
-Ale.. Ja nie potrzebuję tego. Mam pieniądze.. - oddała mi papier.
-Więc czego chcesz?
-Poznać cię, mama mi o tobie nie opowiadała.
-Słuchaj, nie wiem o co ci chodzi. Ale idź już. To przestało być zabawne - podszedłem do drzwi i otworzyłem je.
Zacisnęła usta i uklękła przy torbie. Co chwilę odgarniając opadające na twarz włosy, z zaciętą miną grzebała w swojej torbie.
-To ty, prawda? - wyprostowała się i podała mi zdjęcie. Nie pewnie wziąłem je i zobaczyłem siebie sprzed około 13 nastu lat. Otworzyłem usta żeby coś powiedzieć ale po chwili je zamknąłem.
-Skąd je masz? - zmrużyłem oczy.
-Z albumu mamy.
-Jak się nazywa twoja mama? - dopytywałem się.
-Mama - uśmiechnęła się delikatnie.
-To nie jest śmieszne. Powiedz mi jak się nazywa, skontaktuję się z nią i powiem żeby cię zabrała - sięgnąłem po telefon leżący na szafce przy drzwiach.
Spojrzałem na dziewczynkę która patrzyła na mnie z miną jakby chciała się na mnie rzucić i wyrwać mi telefon. Była smutna i trzymała ręce za sobą.
-Nie chcę. Chcę cię poznać.
-Ale ja nie jestem twoim ojcem - wycelowałem w nią komórką - Podaj numer do swojej matki.
-Nie - pokręciła głową i usiadła na podłodze obok swojej torby zakładając ręce na piersi.
To jest jakiś cholerny żart! Przechodzi jakiś dzieciak do mojego domu i twierdzi że jest moim dzieckiem. Świetnie! Jasne, jestem jej ojcem i co jeszcze? Może mam z jej niby matką słonia i trzy pingwiny?
-Słuchaj, albo podasz mi do niej numer albo zawiozę cię na komisariat stamtąd ty zadzwonisz do swojej mamy żeby po ciebie przyjechała.
-Nie może. Poza tym nie zamierzam się stąd ruszyć.
-Zaczynasz mnie wkurzać - zmrużyłem oczy.
-Irytuję cię tym że jako twoje dziecko chcę cię poznać? Mam takie prawo.
-Nie dociera do ciebie? Nie jestem twoim ojcem! - wrzasnąłem. Na dziewczynce to nie zrobiło jednak dużego wrażenia.
-Radzę kapitulację, bo ja się stąd nie ruszam.
Co za bachor!
Ja jedynie chciałem dzisiaj wyspać się, spotkać z Niną, a nie użerać się z jakąś dziewczynką która próbuje mi wmówić że jestem jej ojcem.
-Dziecko, jesteś tak jakby bezczelna - podniosłem ją za ramię z podłogi.
-Tak jakby to raczej mam to po tobie - uśmiechnęła się. Rozprostowała spódniczkę i podciągnęła rękawy bluzki - Mogę się czegoś napić?
Pokręciłem zrezygnowany głową i przeszedłem do kuchni. Co za dziwna sytuacja. Wyjąłem z lodówki sok a z szafki szklankę. Podeszła do wyspy kuchennej i podparła się na niej. Postawiłem przed dziewczynką karton z sokiem pomarańczowym i wysoką szklankę.
Julia
-Masz może jakiś inny? Nie lubię pomarańczy.. - odsunęła od siebie karton. Westchnąłem i ponownie otworzyłem lodówkę. Schowałem pomarańczowy i wyjąłem jabłkowy.
-Jabłka lubisz? - spytałem przeglądając cały czas zawartość lodówki.
-Bardzo - podałem jej karton. Nalała sobie soku do szklanki i przystawiła szkło do ust. Spojrzałem na nią marszcząc brwi. Przyglądałem się jej delikatnym rysom. Nie, nie przypomina mnie. To nie możliwe żeby była moim dzieckiem, ona wygląda na około 11 lat. W tamtym czasie kończyłem szkołę i przygotowywałem się do wyjazdu do Londynu, nie miałem nawet dziewczyny. Czyli nie miałem też możliwości zrobić którejś dziecka..
-Jak się nazywasz? - spytałem ją po chwili. Odstawiła szklankę na blat ale nadal obejmowała ją dłońmi.
-Julia.
-Ile masz lat?
-12.
-Jak się tu znalazłaś?
-Czemu zadajesz aż tyle pytań? - uniosła brwi z uśmiechem.
Wpatrywaliśmy się w siebie. Ona we mnie z uśmiechem, ja w nią zaintrygowany. Ale miała w sobie coś znajomego, tylko nie do końca wiem co. Przekrzywiła głowę co sprawiło że otrząsnąłem się z transu.
-Tato, chciałabym żebyś.. - zaczęła ale przerwałem jej.
-Nie jestem twoim ojcem - powiedziałem stanowczo. Wbiła we mnie swoje duże ciemne oczy. Z jej buzi zniknął uśmiech. Zacisnęła usta.
-Chciałabym u ciebie zamieszkać przez pewien czas.
-Co? No chyba nie! - krzyknąłem - Przychodzisz, twierdzisz że jestem twoim ojcem a do tego chcesz tutaj zamieszkać! To jakiś absurd!
-Szukałam cię bardzo długo, wykłócałam się z mamą by móc tu przyjechać i cię poznać, zależy mi na tobie tato.
-Jesteś jakaś opętana - przejechałem dłonią po twarzy - Nie masz dowodu że jestem twoim ojcem.
-A zdjęcie? Mama ma ich cały album..
-Internet, w nim jest wszystko, łącznie z moimi zdjęciami więc to żaden dowód.
-Jestem do ciebie podobna.
-Z której strony? - prychnąłem. Zacisnęła w pięści swoje małe dłonie.
-Nie wyżywaj się na mnie tylko dla tego iż nie umiesz uwierzyć że masz dziecko - odparła a w jej dużych oczach zobaczyłem ból. Ból? Niby czemu? Moja reakcja jest logiczna, bo ktoś próbuje mi wcisnąć kit.
-Nie wyżywam. Zrozum dziecko, ja taki jestem.
-Sorry ale ja teraz nie mogę uwierzyć, bo na pewno nie jesteś skończonym dupkiem, jeżeli byś był to mama by się w tobie nie zakochała.
-Całe życie taki jestem. Może ona lubi ten typ - mruknąłem. Oparłem się plecami o blat i schowałem twarz w dłoniach - Nie możesz tu zamieszkać.
-Czemu?
-No bo nie.
-To nie jest odpowiedź - założyła ręce na piersi i zmrużyła oczy.
-No bo nie możesz. Nie mam warunków. Mało czasu spędzam w domu. Spotykam się z kimś.
-Mi to nie przeszkadza.
-Nie poznasz mnie jeżeli nie będzie mnie w domu.
-To nie jest problem. Coś wymyślę.
-Nie - powiedziałem stanowczo.
-Zmuś mnie do wyjścia. Bo ja tu zostanę. Nie mogę wrócić.
-Niby czemu?
-Nie mogę ci powiedzieć - wyszeptała i zacisnęła powieki.
-Albo powiesz, albo wychodzisz.
-A jak powiem to mogę zostać?
-Nie.
-To nie powiem.
-Okay, może będziesz mogła zostać ale to zależy od tego co usłyszę - przybrałem jej pozę zakładając ramiona na piersi. Westchnęła i odgarnęła ciemne włosy i spuściła wzrok.
-Bo nie chcę przyznać mamie racji. Ona twierdzi że mnie nie chcesz, że nie byłbyś zdolny się mną zająć i.. no po prostu że masz bardzo ciężki charakter. Ale ja wierzę że nie. Że musisz mieć w sobie choć trochę dobra, inaczej mama by cię nie pokochała.. - szepnęła i otworzyła oczy wbijając we mnie swoje smutne spojrzenie. Jej matka się we mnie zakochała? Cholera.. Od dzisiaj będę zapisywać z kim sypiam, i nigdy nie zapomnę o gumce - Proszę tato..
Schowałem twarz w dłoniach i potrząsnąłem głową.
-Bożeeeee..! - jęknąłem. Westchnąłem i spojrzałem między palcami na Julię - Naprawdę nie ma mnie prawie w domu. Strasznie dużo pracuję, mam swoje sprawy..
-Poradzę sobie, raczej nie spalę domu - uśmiechnęła się smutno.
Złożyłam palce zakrywając dziewczynkę.
Gang. To jest niebezpieczne. Jeżeli to dziecko ma tu zostać to nie mogę jej mimo wszystko narazić.
Louis mnie zajebie!
-Dobra - westchnąłem. Julia uśmiechnęła się szeroko i pisnęła ucieszona. Podbiegła do mnie i przytuliła do mnie. Po chwili rozważań położyłem dłonie na jej plecach i pogładziłem lekko.
Nie, nigdy nie pogodzę się z myślą że mogę mieć dziecko. Szczególnie że jedno moje rzekome jest strasznie irytujące a nawet słodkie gdy tak się tuli.
Odsunęła się ode mnie uśmiechając. Jej oczy błyszczały.
-Okay - powiedziałem i rozejrzałem się. Zacząłem żałować że nie wybrałem domu z dwoma sypialniami.
-Gdzie będę spała?
-Właśnie się zastanawiam.
-To ja sobie wybiorę.. - ruszyła w kierunku drzwi mojej sypialni.
-O nie.. - złapałem ją za ramiona i zawróciłem - Ty położysz się u mnie a ja co?
-Kanapa? - uniosła brwi.
-Żartujesz?
-A wyglądam?
-To mój dom. I na pewno nie będę spał na kanapie - staliśmy na przeciw siebie i chciałem wybuchnąć śmiechem bo sięgała mi zaledwie do piersi.
-Możesz też na podłodze.
-Na pewno nie jesteś aż tak bezczelna po mnie.
-Po kimś muszę - rzuciła się biegiem do sypialni i zanim zdążyłem ją zatrzymać rozłożyła się na moim niepościelonym łóżku.
-Jezuuu na co ja się zgodziłem - przymknąłem oczy i pokręciłem głową. Otworzyłam jedno oko i spojrzałem na szeroko uśmiechniętą Julię.

12 komentarzy:

  1. Nie no, ta mała jest zajebista! :D
    Już się w niej zakochałam :D <3
    Chcę już kolejny rozdział :*

    http://maniac-harrystylesff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdzial !!
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie. *-* boskie *-* szybko nexxxt

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy to jest inspirowane filmem 'Plan Gry'? I jest świetne <3
    Zapraszam do siebie:
    niewybaczalny-anotherstory.blogspot.com
    NikaPlease

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowne <333
    To zaskoczenie hehe <3
    Next szybko i zapraszam do siebie:
    http://louis-ff-one-direction-xx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne to ff *u*
    Ta Julia jest zajebista :D
    Lecę czytać dalej, bo świetnie sie zapowiada. Wgle fajny pomysł na samą fabułę opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń